Powrót
Błędy wychowawcze popełniane
przez rodziców
____________________________________________________________________________
Źródło:www.problemywychowawcze.republika.pl/bledys.htm
Błędy
są rzeczą ludzką. Wszyscy je popełniamy. Błędy w dziedzinie wychowania
popełniają nawet specjaliści od wychowania, czyli pedagodzy.
Ważne jest jednak, abyśmy mieli świadomość , że niektóre nasze zachowania,
reakcje czy brak reakcji mogą mieć konsekwencje wychowawcze. Powinniśmy wiedzieć
co jest błędem a co nim nie jest. Wiedza ta z kolei powinna nieść za sobą
refleksję, czy mogę postępować unikając błędów wychowawczych, choć pierwsze
pytanie powinno chyba brzmieć - czy chcę?
Czas na rachunek sumienia:
- Nie mówimy dzieciom (lub zbyt
rzadko), że są mądre, piękne, kochane, świetnie coś robią itp.
Niektórzy tego nie potrafią - nie słyszeli tego od swoich rodziców, a
niektórym wydaje się, że "zepsują dziecko".
- Uwagi krytyczne przekazujemy
zaś zbyt szybko i chętnie. Wydaje nam się, że to jest dobra metoda
wychowawcza - wskazywanie błędów. I tak jest - na pewno, ale skuteczna będzie
tylko wtedy, gdy pochwał będzie 2 razy więcej niż uwag krytycznych.
Przecież dziecko - też człowiek, a który człowiek lubi słuchać krytyki?
Spotkałam się z nazwą, tej techniki przekazywania krytyki - "sandwicz", albo
po polsku "kanapka". Tylko wtedy jesteśmy przyjąć gorzką przecież i niesmaczną
część (uwagi), jeśli obłożymy je umiejętnie w coś przyjemniejszego i
smaczniejszego (informacje pozytywne). Zamiast więc mówić "Krzysiek, znowu
zostawiłeś bałagan w swoim pokoju" - powiedzmy "Krzysiu, cieszę się, że tak
fajnie bawiłeś się z kolegami, chyba muszą Cię bardzo lubić. Posprzątaj teraz
swój pokój. Następnym razem zaproponuj kolegom wspólne sprzątanie - pójdzie
wam szybciej".
- Używamy drażniących zwrotów
(jak w przykładzie powyżej) - zawsze, nigdy.. Są one zwykle
krzywdzące, bo to nieprawda, że coś dziecko robi zawsze (źle), albo nigdy
(dobrze). Może dzieje się tak często, wg nas pewnie zbyt często i stąd chcemy
podkreślić jak bardzo nas to denerwuje - niestety efekt jest zupełnie inny.
Atak zwykle wywołuje obronę, czasem w postaci również ataku.
- Nie mówimy (lub zbyt rzadko)
- kocham cię, cieszę się, że jesteś, że mam ciebie itp I znowu, jak w
punkcie pierwszym albo nie umiemy tak mówić, albo wydaje nam się to tak
oczywiste, że nie potrzebne są deklaracje słowne. A jednak - są potrzebne.
- Nie oglądamy z dziećmi bajek.
Włączamy im telewizor, magnetowid i mamy "je z głowy". Nie rozmawiamy więc z
dzieckiem o bohaterach i wydarzeniach, bo ich nie znamy. Nie wyjaśnimy więc,
że w bajce jest fikcja, nie uspokoimy , gdy dziecko sie boi, bo nie rozumie
akcji i co najważniejsze nie wiemy czy to co ogląda nasze dziecko to dobra,
wartościowa bajka, czy animowany filmik o wątpliwych walorach. Niektóre bajki
nie tylko nic nie wnoszą w życie dziecka, niczego nie uczą, nie dają
pozytywnych wzruszeń, ale nawet są szkodliwe - UCZĄ AGRESJI, NIEWŁAŚCIWEGO
SŁOWNICTWA I NAGANNYCH POSTAW.
O wpływie telewizji możesz przeczytać tu
Dziecko przed telewizorem
- Małemu tzn. 2 - 3 letniemu
dziecku nie mówimy, że jakieś jego zachowanie jest niewłaściwe, bo wg
nas i tak tego nie zrozumie, jest jeszcze zbyt małe itp. Dziecko bijące
łopatką inne dziecko w piaskownicy nie dowiaduje się od niektórych rodziców,
że to niewłaściwe zachowanie. Często rodzice nawet są dumni, że to jego
dziecko bije a nie jest bite. Jest takie silne, zaradne itp.
- Nie bronimy własnego dziecka,
wtedy gdy oczekuje ono od nas wsparcia. Wracając do przykładu z
piaskownicy. Jeśli to nasze dziecko jest popychane, zabiera mu się zabawki
zdarza się, że jeszcze rodzic dokłada dziecku stresu, nie stając po jego
stronie, nie mówiąc wprost, że to tamto dziecko zachowało się nieładnie.
Czasami trzeba niestety wyręczyć rodzica małego agresora wyjaśniając mu, że
jego zachowanie jest niewłaściwe. Pamiętam oczy zdumionego 2 latka, któremu
wyjmowałam z ręki łopatkę, którą okładał w piaskownicy inne dziecko. I ulgę w
oczach drugiej strony - dorosły mi pomógł - można tu bawić się bezpiecznie.
Trudniej jest nam zająć obiektywne sytuacje, gdy sytuacje konfliktowe zdarzają
się w szkole - z tej przyczyny, że zwykle nas przy nich nie ma. I co wtedy
robimy, gdy dziecko opowiada nam nieprzyjemne zajście z kolegą czy z
nauczycielem? Przekonujemy dziecko, że to na pewno jego wina! Jeśli to
rzeczywiście jego wina, to zanim postawimy taki werdykt powinniśmy się
najpierw lepiej rozeznać a jeśli to niemożliwe - nie oceniajmy sytuacji!
- Nie potrafimy słuchać dzieci
- Nie wyznaczamy dzieciom
granic , nie mówimy im NIE, z powodu źle pojętej miłości. Kiedy maluch
próbuje kolejnego łyka piwa, kiedy popycha inne dziecko, kiedy starsze dziecko
do nas lub innych zwraca się nieładnie - udajemy, że nie widzimy bądź nie
słyszymy, ewentualnie reagujemy słabo, prosząco i NIEZDECYDOWANIE.
- Bardzo dużo zakazujemy
dzieciom . Czasami wprowadzamy niepotrzebne zakazy. Dlaczego
malec nie może rozwinąć rolki papieru toaletowego? Nie szkodzi, że ona do tego
nie służy. Zanim powiesz NIE, zastanów się dlaczego i czy warto? 30 groszy
(jeśli super ładny i pachnący to złotówka) - a jaka zabawa, ile uciechy i
wyobraźnia dziecka też pracuje.
- Mówimy dzieciom NIC SIĘ NIE
STAŁO - gdy się przewróci, uderzy itp - w dobrej intencji, ale
jak musi czuć się dziecko, które odczuwa ból (nawet niewielki), przestraszyło
się i jeszcze słyszy, że to nic! Lepiej powiedzmy - trochę boli, ale na pewno
za chwilę przestanie, wiem, że się przestraszyłeś - ale jestem przy tobie itp.
- Bywamy niekonsekwentni w
postępowaniu wobec dzieci, nie szanujemy swego słowa, ulegamy dzieciom
pod pretekstem, że to wyjątkowa sytuacja ( okłamujemy samych siebie) lub kiedy
nie dajemy sobie rady ("dziecko wchodzi nam na głowę"); następnym razem będzie
niestety gorzej, bo dzieci są mądre i szybko się uczą; każde odstępstwo od
zasad bez omówienia tego z dzieckiem jest końcem istnienia w/w.
- Traktujemy dziecko - jak
dziecko, nie człowieka - z góry, nie na równych prawach z
dorosłymi w wyrażaniu swoich emocji, swojego zdania; dziecko wyrasta w
przekonaniu, że jest mało ważne (ono, jego zdanie i uczucia)
- Widzimy w dziecku 7-my Cud
Świata, jego zdanie, jego potrzeby są najważniejsze (dyskryminuje to
resztę rodziny, prowokuje konflikty między pozostałymi a dzieckiem; dziecko ma
poczucie, że jest w centrum uwagi wszystkich, może wykorzystywać swoją lepszą
pozycję do dyktowania reszcie warunków i zasad współżycia rodziny, jednym
słowem hodujemy egoistę i egocentryka).
- Nie uczymy małych dzieci
magicznych słów: Proszę, Przepraszam, Dziękuję oraz
dzień dobry, dowidzenia itp. A później nagle wymagamy od nich używania tych
słów. Pamiętajmy jednak, że to są nawyki, które wymagają ćwiczeń i dużej
ilości powtórzeń zanim staną się naturalnym zachowaniem człowieka
kulturalnego. I pamiętajmy, że dzieci uczą się szybko i najskuteczniej przez
naśladowanie.
- Wyręczamy dziecko
najpierw w samodzielnym jedzeniu, ubieraniu - bo my zrobimy to lepiej i
szybciej. Starsze dzieci i młodzież wyręczamy w ich obowiązkach
domowych.(Patrz punkt następny)
- Nie wyznaczamy i/lub
niekonsekwentnie egzekwujemy wykonywanie prac na rzecz rodziny
np. zmywanie naczyń, odkurzanie, sprzątanie własnego pokoju itp. Wymagamy
jedynie, aby dziecko się uczyło. Wiemy jednak po sobie, że im więcej mamy
obowiązków, tym lepiej organizujemy sobie czas. Poza tym jak nauczymy dziecko
organizowania czasu jeśli nie ma ono żadnych obowiązków?
- Stosujemy nieadekwatne kary
(rzadziej nagrody) do uczynków dziecka.
- W przypadku, gdy jest więcej
dzieci w rodzinie karzemy dzieci starsze za złe uczynki rodzeństwa
np. gdy opiekują się młodszym bratem/siostrą.
- Zbyt często traktujemy
swoje pociechy jak osoby dorosłe.
Nie zważając na to, że rozum dziecka nie jest miniaturką dorosłego. Małe
dziecko nie rozumie wielu rzeczy tak jak dorosły i należy wręcz zniżyć się do
poziomu dziecka i do tego jak ono odbiera świat - bez naszych, przecież
doświadczeń i wiedzy.
Na koniec:
Zachęcam do odwiedzenia strony internetowej gdzie można
znaleźć wiele cennych uwag dotyczących wychowania własnych dzieci:
www.problemywychowawcze.republika.pl/bledys.htm